Wiele osób słysząc „wino owocowe” w pierwszej kolejności pomyśli albo o tanim niskogatunkowym PRL-owskim trunku, ewentualnie cofnie się wspomnieniami do czasów, kiedy to nasze babcie, dziadkowie czy wujowie wykorzystując tradycyjne receptury, samodzielnie wytwarzali je w domowym zaciszu. Niewiele jednak osób zdaje sobie sprawę, że rodzime wino owocowe swojego czasu podbijało nie tylko lokalne, ale i zagraniczne rynki, zdobywając uznanie wśród konsumentów i branży.

Dobry początek

Tradycja winiarska w Polsce sięga XIII wieku, jednak największy rozkwit przypadł dopiero na dwudziestolecie międzywojenne, kiedy uruchomiono pierwsze zakłady produkujące wino owocowe. W tamtym czasie wytwórnie win owocowych rozwijały się bardzo intensywnie, a ich sukces był podyktowany m.in. ogromnym zapleczem sadowniczym. To właśnie bogactwo takich surowców jak: jabłka, gruszki, porzeczki czy wiśnie spowodowało, że w 1929 roku wina owocowe i miody pite stanowiły 50% win konsumowanych w Polsce. Jedną z pierwszych (założoną w 1920 roku) i najbardziej znaczących wytwórni tamtego okresu była Kujawska Wytwórnia Win w Kruszwicy. Jakość wytwarzanych w niej win została doceniona m.in. Złotym Medalem na Międzynarodowej Wystawie Handlowej w Paryżu w 1925 roku. Liczne sukcesy spowodowały, iż rodzime wina owocowe oraz miody eksportowano m.in. do Stanów Zjednoczonych i Francji. Niestety wybuch II wojny światowej zahamował dalszy rozkwit branży winiarskiej, a ponowny rozkwit nastąpił dopiero po jej zakończeniu.

Wysoka jakość i światowe uznanie

„Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie” – tak głosiło znane w PRL-u powiedzenie. Tanie było na pewno, ale czy dobre? Początki były obiecujące… W 1948 roku powstała pierwsza ustawa winiarska, a przemysłowa produkcja i jej rozwój spoczął w rękach zakładów państwowych. W tamtym czasie organem kontrolującym zakłady winiarskie było Zjednoczenie Przemysłu Owocowo-Warzywnego. Sprawowało ono pieczę zarówno nad zachowaniem prawidłowych norm produkcyjnych, jak i wszelkich parametrów jakościowych. Jakich? Wymogi były bardzo restrykcyjne, a dotyczyły m.in. zawartości alkoholu, SO2, kwasowości czy ekstraktu. Wszystko to sprawiało, że polskie wino owocowe i miód pitny ponownie zaczęły cieszyć się popularnością również wśród zagranicznych konsumentów. Zaczęto eksportować je do takich krajów jak Anglia, USA, Niemcy, a nawet Japonii, Kanady i Australii. Niestety lata 70. przyniosły znaczącą rewolucję w polskim winiarstwie…

 

„Patykiem pisane” – czyli początki złej sławy wina owocowego

Wszystko zaczęło się od nieurodzaju trzciny cukrowej na Kubie. Zmniejszenie dostawy cukru spowodowało wzrost jego ceny na świecie. Polska Ludowa, która za dewizy wystawiała na sprzedaż wszystko, co można było sprzedać, wystawiła cukier. W kraju nakazano oszczędności, pojawiły się kartki, a w winiarstwie rozpoczęto eksperymenty. Jeśli cukier był tak trudny do zdobycia, postawiono na ogólnodostępny surowiec jakim był spirytus. Tak oto proces fermentacji został praktycznie wyeliminowany z produkcji. Doświadczonym winiarzom krwawiło serce. A rynek? Rynek rozkwitł! Wielkie dolewanie następowało oczywiście stopniowo – początkowo jedynie 5% naturalnego alkoholu zastępowano spirytusem. Efekty i wielkość produkcji stawały się jednak coraz bardziej obiecujące, dlatego w 1976 r. zdecydowano o wprowadzeniu nakazu pełnej alkoholizacji, a produkcja osiągnęła rekordowy poziom. Dla porównania w 1950 r. zaczynano od 22 mln. litrów wina rocznie, by w 1976 r. wyprodukować 283 mln. litrów płynu, który, patrząc na obecne standardy, ciężko było nazwać winem. Drugą przyczyną drastycznego spadku jakości były owoce, tzw. spady, nienadające się w żaden sposób na mrożonki, konfitury czy dżemy, które próbowano zagospodarować, by nie uległy zmarnowaniu.

A jak to wygląda obecnie?

Jeszcze kilka lat temu polskie wino owocowe wciąż obciążone było klątwą „jabola”, ukształtowaną w czasach PRL-u i wczesnych latach 90. Z perspektywy obecnej sytuacji rynkowej jest to opinia bardzo krzywdząca dla całej kategorii, a walka z mitami, które narosły wokół wina owocowego wciąż stanowi wyzwanie dla całej branży. Kluczowe jest tu budowanie wśród konsumentów świadomości, iż stosowana w latach 70 praktyka „dolewania” dawno odeszła w niepamięć, a obecna technologia produkcji jakościowego wina owocowego nie różni się praktycznie niczym od tej stosowanej w przypadku win gronowych. Pozwala to na stwierdzenie, że wino jest jedno i różni je wyłącznie surowiec, z którego powstało.

Autor: Tomasz Potrzebowski

this is font support. Please don’t remove it.

NAJNOWSZE ARTYKUŁY



© 2019 Winiarnia Zamojska All rights reserved